Blog > Komentarze do wpisu

Wspomnienia z byłego bloga.

 

 

"Gotów?

Uwierz w anioły,

nawet jeśli ich skrzydła są czarne.

Uwierz w diabła,

Choćby na jego rogach spoczywała płonąca aureola.

Uwierz w ślepą miłość,

I równie ślepą nienawiść.

Uwierz w słowa,

Z których szydzi wiatr.

Uwierz w strach.

Uwierz oczom i spragnionym dłonią.

Obrazom pełnym barw,

I zaklętego milczenia.

Uwierz w dotyk i głos,

W muzykę i ciszę.

Uwierz w tysiące samotnych serc.

Któregoś dnia...

Po prostu...

Uwierz we mnie!"

 

 

Ten wiersz był na moim byłym blogu. To właśnie od niego zaczęłam jego pisanie. Faktem jest, że budzi on we mnie wiele emocji jednak kiedyś... Kiedyś był on dla mnie tylko ładnym wierszykiem. Nieco później stał się takim światełkiem w tunelu, iskierką wiary...

Moje życie było puste. Szczerze mówiąc byłam na dnie! Uciekłam od niego, od smutku i łez. Bałam się, lecz uciekłam. Upokorzona, odarta z marzeń, słaba! Wiem to moja wina, że pozwoliłam się zniszczyć. Kiedyś wam o tym opowiem. Tamten bloog pomógł mi nauczyć się na nowo widzieć świat w jasnych barwach. Dzięki niemu zrozumiałam, że muszę nauczyć się cieszyć drobiazgami i zapomnieć o przeszłości. Zrozumiałam że tylko te drobiazgi mi pozostały...

Właśnie wtedy umieściłam na blogu ten wiersz i postanowiłam się zmienić, być sama, choć nie samotna, nikomu nie ufać, nic nie planować, traktować innych tak jak oni traktowali mnie. Pewnie i wy tak kiedyś mieliście. Jednak nigdy nie przestałam wierzyć właśnie w ten wiersz...

Dużo czasu minęło zanim się podniosłam, a potem? Potem przez chwilę byłam naprawdę szczęśliwa. lecz względem długości naszego "ludzkiego" życia była to tylko krótka chwila. I znów cisza. Wszystko poszarzało, znów było gorzej, coraz i coraz gorzej. Znów łzy, znów dałam się skrzywdzić. Żebrałam o to uczucie jak szaleniec pozbawiony zmysłów. Pewnie gdybyś to czytał byłbyś zdziwiony, gdyż prawda jest taka, że miedzy nami dobre było tylko pierwsze pół roku. Nie to też nie do końca prawda, bo już wtedy mnie raniłeś, jednak tamte dni dały mi poczucie szczęścia. Cóż szybko się skończyły i mnie zniszczyły. Nie to ty mnie zniszczyłeś, tak ty i te twoje "zdrady". Wiesz dobrze, że wtedy byłam w stanie wybaczyć ci wszystko, nawet to co najgorsze, jednak ty wolałeś brnąć w kolejne kłamstwa... Twierdziłeś, że to wcale nie ty... Musiałam prosić o twoje spojrzenie, o wszystko i tym sposobem wolno prowadziłeś mnie po długich krętych schodach ku otchłani. Nigdy nie zrozumiem dlaczego nie potrafiłeś przyznać "tak stało się, zrobiłem to, wiem to był błąd, przepraszam" tylko wciąż mimo niezbitych dowodów kłamałeś, że to nie ty zadając mi tym rany, które jeszcze pewnie bardzo długo się nie zagoją. A jednak oboje wciąż trwamy... Jednak ciągle razem, choć tak bardzo oddaleni. Są tacy co śmieją mi się w twarz, że wciąż w to brnę, sama tego nie rozumiem - przyznaję. Jestem świadoma krzywdy jaką mi wyrządziłeś, zdaje sobie sprawę, że to już dawno powinno się skończyć. Wiem, że moje aktualne problemy, moje długi, brak pracy, moje... Boże znów zamknęłam się przed światem, znów brak mi wiary, boję się wszystkiego i nie umiem sobie poradzić sama z sobą. To się zaczęło zaraz po niej... Schowałam się w twoim cieniu bojąc się wyjść do ludzi, bo wiedziałam, że oni wiedzą, że śmieją mi się w twarz,stukają w czoła. Czułam się zraniona, nic nie warta, brzydka, zmęczona życiem, nie znałam miejsca gdzie choć przez chwilę mogłabym poczuć się bezpiecznie. Od ciebie słyszałam ciągłe pretensje, oraz krytykę. Znów byłam nikim, nie potrafiłam wyjść nawet do pracy, nawet jej nie szukałam sparaliżowana strachem... Nigdy nie będziesz w stanie sobie wyobrazić tego co mi zrobiłeś. Teraz się dziwisz, że nigdy do ciebie nie przyszłam sama nawet się przytulić, dziwiłeś się, że zamknęłam się przed tobą, nie rozmawiałam o wszystkim, a przecież jak miałam to zrobić, jak miałam podejść nie potrafiąc ufać, będąc tylko obrażana, krytykowana. Seks sprawiał, że chciało mi się płakać, wszystko było nie tak, nawet kiedy z czasem sytuacja trochę się uspokoiła. Tak z czasem było mniej kutni,mniej wściekłośći, agresji. Jednak brak bliskości wciąż mnie niszczył. Pragnęłam buziaka na dzień dobry, chociaż jednego przytulenia w ciągu dnia. W końcu zaczęłam zasypiać myśląc o innym... Wyobrażałam sobie jak mówi "kochanie chodź już spać, połóż się koło mnie" i zasypiam w niego wtulona, z czasem było to coraz częstsze, intensywniejsze. I te myśli żeby to zakończyć, że może gdzieś jest ktoś kto mógłby mnie pokochać, że może jeszcze kiedyś... A dni leciały. No właśnie dni lecą szybko, a teraz? Teraz jest lepiej coraz więcej ze sobą rozmawiamy, sam z siebie opowiadasz mi o pracy, swoich przemyśleniach. Jakie było moje zdziwienie kiedy sam z siebie niespodziewanie podszedłeś dać mi buziaka. I choć wciąż "kocham" słyszę tylko przed seksem to zaczynamy się do siebie zbliżać. Być może zaczyna się nowy etap, w końcu to już 2 lata... Ja? Ja zaczynam się troszkę uspokajać, poważnie szukać pracy, i choć dla mnie to jest tylko cisza przed burzą, przed twoim kolejnym wyskokiem to mimo wszystko tli się we mnie malutka iskierka nadziei, że może w końcu wszystko się ułoży. Natomiast ty? Ty twierdzisz że się zmieniłeś, że chcesz się w końcu ustatkować, że ci zależy i że nie mam powodu do węszenia podstępu, bo to że tak nagle jesteś taki miły oznacza, że się starasz i chcesz dobrze, a nie jak ja myślę, że znów próbujesz zagłuszyć swoje sumienie kombinując za moimi plecami. Co ja mogę w tej sytuacji napisać? To już nie pierwszy raz się starasz więc mam prawo się zastanawiać czy znów nie skończy się tak jak zawsze kolejnym ciosem w moją stronę. Ale oby! Oby tym razem było wszystko dobrze. Tylko nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, że te kilka lepszych tygodni jeszcze niczego nie załatwia, że jeszcze bardzo długo będę miewała wątpliwości i doszukiwała się podstępu, bo stracone zaufanie bardzo ciężko jest odzyskać.

Na dzień dzisiejszy będę kończyła już to rozpisywanie się :) Apowyższy wiersz dedykuję wszystkim którzy zostali przez kogoś skrzywdzeni i tym którzy stracili wiarę w leprze jutro. Co prawda mi nic nie wyszło z moich postanowień, nie udało mi się zmienić, wciąż jestem tak samo naiwna, lecz być może dla mnie nastąpiły lepsze dni, być może coś nade mną czuwa...

Cóż, ja w życiu jestem pewna tylko jednego: każdy człowiek rodzi się z wyznaczoną dla siebie drogą. Jak to mówią nasz los zapisany jest w gwiazdach. I na drodze każdego z nas czekają te piękne chwile. Wystarczy przeczekać co złe i wierzyć, bo wiara jest dla nas równie ważna co powietrze…

Ja wierzę!!! Uwierzcie i wy!

piątek, 23 stycznia 2015, nigredoo

Polecane wpisy